Efekty specjalne w kinie
Efekty specjalne w kinematografii są już na porządku dziennym. Trudno wyobrazić sobie jakikolwiek film bez ich użycia. Oczywiście są takie filmy, które specjalnie takich elementów nie potrzebują i ich ilość jest niewielka,. Nie mniej na każdym planie filmowym ekipa od efektów specjalnych musi się pojawić i zrobić przysłowiowe swoje. Są tez filmy, które swoje sukcesy zawdzięczają tylko efektom, bo bez nich trudno sobie wyobrazić konkretny pomysł na superprodukcję.
Rozpatrując w dzisiejszych czasach zagadnienie efektów specjalnych w filmie trzeba pamiętać o tym, że efekty to nie tylko komputerowe animacje. To także wszelkiego rodzaju wybuchy, kolizje, sceny batalistyczne. Wszystko to musi być okraszone dobrze przygotowanymi efektami, by widz siedzący w kinie i oglądający film na wielkim ekranie był zachwycony danym dziełem filmowym. Wbrew opinii nie jest to często proste. Bo żeby efektownie wysadzić na planie filmowym samochód, to trzeba wiedzieć, gdzie umieścić ładunki wybuchowe bo tutaj zazwyczaj nie powtarza się scen. Takie obrazy muszą się udać już za pierwszym razem.
W dzisiejszym kinie mówiąc o efektach specjalnych mamy najczęściej obrazy z komputerowo przygotowanymi scenami. Sprawdza się to najlepiej w kinie katastroficznym. Przykładem takiego filmu jest „Pojutrze” opowiadające o nagłych zmianach klimatycznych spowodowanych nadmierną emisją spalin do atmosfery, które z kolei przyczyniły się do nowej epoki lodowcowej. Sam film pozostawia wiele do życzenia z punktu widzenia fabuły, ale na pewno same efekty zrobiły na widzach w kinie ogromne wrażenie. Na pewno specjaliści od grafiki komputerowej zasługują w tym miejscu na sowa pochwały. Później producenci filmowi chwalili programy, jakich używali specjaliści od efektów. Wiemy, że zostały one przygotowane na programie o nazwie Maya.
Przypomnijmy sobie jednak filmy z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego stulecia. „Obcy: Ósmy pasażer Nostrono”, „Terminator”, „Predator”, „Gwiezdne Wojny”, czy „Indiana Jones” to tylko niektóre produkcje, które powstawały z niewielką ilością używalności komputera. Takie były czasy, a pomysły w filmach konkretne. Kiedyś fachowcy od efektów specjalnych pracowali na lanie filmowym w zupełnie inny sposób niż dziś. A efekty? Rewelacyjne – do dziś wielu fanów star warsów uważa, że epizody IV-VI są zdecydowanie ciekawsze, niźli te nowsze (części I-III) przepełnione komputerowymi animacjami. Pozostałe z wymienionych filmów także cieszyły nas na wielkich ekranach. Nie było jeszcze multipleksów. Wszystko opierało się wówczas w kinach na projektorach i dźwiękach stereo. Niby „staroświecko”, ale wtedy jakże cieszyło. Przy takich produkcjach. Kiedy na dużym ekranie widzieliśmy różnego rodzaju wybuchy, wystarczały, lasery – wszystko to było niespotykanymi na co dzień technologiami. A wszystko to zawdzięczaliśmy tym najmniej widocznym, specjalistom od efektów specjalnych.