Właściwy dobór pleneru
Kino to zespolenie wielu elementów. Z jednej strony mamy montaż, z drugiej reżyserię, grę aktorów i efekty specjalne. Jednym ze składników filmy jest tez niewątpliwie odpowiedni dobór pleneru. Każdy film ma swoją specyfikę. Jeśli akcja filmu bowiem opiera się na intrydze biurowej, to wiadomo, iż nie można scen kręcić w środku lasu. Z kolei doskonale zdajemy sobie sprawę, że Robin Hood nie może walczyć na tle wieżowców i latarni morskich. Dla widza jest to wszystko tak oczywiste, że nawet się nad tym nie zastanawia. Filmowcy jednak mają nie lada problem kiedy zamierzają kręcić pierwsze sceny do konkretnej produkcji, wracając do Robin Hooda musimy zdawać siebie sprawę z tego, ze nie każdy las się będzie nadawał to takiej realizacji. Na pewno muszą to być potężne i stare bory, bo w tamtych czasach tak właśnie wyglądały lasy. Na pewno nie może to być świerkowy zagajnik, w jaki zwykliśmy chadzać z poszukiwaniu grzybów.
Peter Jackson dlatego wyprowadził się z „Władcą Pierścieni” do Nowej Zelandii, bo to miejsce na świecie o bardzo zróżnicowanym terenie. Są tam zarówno ogromne lasy, jak i góry, doliny i wyżyny. Efekty? Widzieliśmy na multipleksach – oszałamiające. Piękne plenery, wspaniale ukazane pejzaże świadczące o niesamowitości Nowej Zelandii. Świadczące także o filmie i dające nam mniemanie, że akcja dzieje się w innym świecie iż ten znany przez nas. Że to świat zupełnie inny, niepochodzący wręcz z naszej planety.
Podobnie możemy się czuć oglądając film „Tajemnice Brokeback Mountain”. Tam wprawdzie ie mamy do czynienia ze światem fantasy, ale na pewno mamy możliwość obejrzenia niesamowitych widoków, które okraszają film i napawają romantyzmem – do tego romantyzmem tolerancyjnym, wszak produkcja ta opowiada o trudnym temacie.
Jak ma się dobór plenerów i wnętrz do samego kina? Ma się wiele. Bo samo oglądanie filmów na ekranie komputera czy też małego telewizora na pewno nie daje nam aż tak wielkich przeżyć co multipleksy. Kiedy jednak zasiadamy w kinowym fotelu, mamy wokół, siebie przestrzenny dźwięk, a do tego wszystkiego wielki ekran... aż dech zapiera w piersiach. Pamiętamy te niesamowite sceny we trylogii o „Władcy Pierścieni”, kiedy to najpierw Drużyna Pierścienia, a później poszczególni bohaterowie przemierzają niebezpieczny i pełny wrogów świat. Nie sama akcja niekiedy nas zachwycała, ale piękno przyrody i niesamowite pejzaże. Na wielkim ekranie, w na multipleksie robi to szalenie ogromne wrażenie.
Kilkanaście lat temu w światowym kinie zaczęły się pojawiać osoby trudniące się samym doborem pleneru. Producenci rzucali tylko hasło – stara, rozsypująca się kamienica lub podwórze do zrobienia kilku zdjęć. Wtedy w ruch idą adresy – oczywiście za pewną odpłatnością. Dziś „pleneroman” staje się coraz bardziej cenioną specjalizacją i co ciekawe nie tylko na zachodzie, ale i u nas – w Polsce. To ważny element filmu. Element, który w na wielkim ekranie kinowym jest widoczny i działa na widza tak, jak powinien działać na kinomaniaka dobry film.